I znowu było hurra! Znowu miało być wyjście z grupy <prosta jak nigdy. Czyli jak zawsze>, może zaskoczenie rywali, może jakiś półfinał. Teraz też przewaga własnego terenu. Czego chcieć więcej? I - jak zwykle - nic. Wielkie nadzieje zawiedzione. Zazwyczaj przez piłkarzy, którzy po prostu są o kilka klas gorsi od swoich europejskich, afrykańskich, czy amerykańskich kolegów. Tym razem to nie wymówka.
Mieliśmy trio z Dortmudu, którego boją się największe firmy w Europie. Mieliśmy dwóch klasowych bramkarzy. Linię defensywy złożoną z graczy grających w całkiem niezłych drużynach we Francji, Niemczech czy Belgii. Kilku <sic!> ciekawych pomocników, także rodem z europejskich lig. I co? I właśnie nic. Bo z takiego kolektywu wyszło - no właśnie nic. Czemu? Jaki trener, taka drużyna. Kiedy po Leo, drużynę przeją Smuda - nie byłem zachwycony. Bo kim on jest? Wygrał polską ligę, która jest słabsza od angielskiej 3 ligi - i od razu kadra! Co to za pomysł?!
Teraz mamy znowu to samo. Trzeba wybrać trenera. Giełda nazwisk: odgrzewani Engel i Kasperczak. Młodzi: Probierz i Skorża. Może Nowak rodem z USA (jedyna opcja "polska", którą popieram. Może w USA nauczyli go czegoś więcej niż naszych "Fachowców"). I on. Faworyt. Forlanik. Trener Ruchu.
I to jest problem. Polską piłką interesuje się przeciętnie, bo nie lubię patrzeć na "football niepełnosprawny". Ale wcześniejsze nazwiska kojarzę, czymś się wsławili. Kim jest Forlanik? Miał jeden niezły sezon w Ruchu i od razu - kadra (w sumie to samo tyczy się Skorży i Pobierza). Powtórka ze Smudy. Człowiek znikąd , który miał jeden, dwa lepsze sezony i zostaje z miejsca namaszczony na zbawcę rozbitej i po raz kolejny ośmieszonej kadry. A opcja zagraniczna - zostaje z góry odrzucona przez PZPN (ten beton to temat na zupełnie inny limeryk...). Otóż to trener z z zagranicy jest nam potrzebny. Czemu PZPN uważa, że "Polak musi trenować Polaków"?
Bo problem z mentalnością. Śmieszny argument. Wszędzie w Europie, czy na świecie - zawodników, czy trenerów - uczy się, że każdy mecz należy WYGRAĆ. Taki był Leo Beenhakker (choć pod koniec i on przeją dużo z polskości). Tak pokonaliśmy i zremisowaliśmy z Portugalią walcząc o punkty. Polska mentalność? Ot przykład Smudy: zapytany przed meczem z Grecją, czy zaryzykuje w razie remisu w ostatnich minutach - odpowiedział bez namysłu - że nie. Że remis mu pasuje i nie zaryzykuje. Co to za mentalność? Jaki to daje sygnał rywalowi? Że ich przeciwnik w ostatnich minutach będzie się tylko bronił. Czyli łatwo będzie można go atakować i liczyć na szczęście, na błąd, a to da im wygraną. Bo rywal nie zaatakuje. Chciałbym zauważyć - że gdyby nie Tytoń - wygrali by. Przykład drugi. Mecz z Czechami, mecz o wszystko. Drużyna wychodzi... 3 defensywnymi pomocnikami. Tak się nie wygrywa.
Bo problem z komunikacją. Kolejny śmieszny argument. Od tego ma się tłumaczy, jeśli nasi działacze nie mają nawet podstawowego wykształcenia i nawet angielski przewyższa ich zdolności językowe.
Bo nie znają polskiego rynku piłkarzy. A co tu znać? Oprócz tych z zagranicy i 3, może 4 chwalebnych wyjątków z polskiej ligi - nie ma kogo obserwować.
Bo musi być polska myśl trenerska. A przepraszam, co to za myśl? Kalka, dość nieudana, kilku szkół z Europy. Ni to z kontry, ni to catenaccio, ni to piłka techniczna. kopiemy do przodu i liczymy, że nas tak bardzo nie zbiją.
Może zbyt surowo oceniam Forlanika. Może okazać się tym zbawcą, bo dawno w kadrze nie było tak młodego trenera. Może trafi do tych partaczy. Może będzie tym motywatorem dla chłopaków (bo taktyk nam nie potrzebny, to i tak się nie uda.) W sumie nic o nim nie wiem, ale jak już pisałem - nie chce powtórki ze Smudy. Bo jak mamy do czegoś dość jak średnio co turniej/eliminacje mamy to samo. Polski trener zbawca, który okazuje się - nikim. I co dwa lata kolejna giełda nazwisk.
Podobno wpływają do PZPN kandydatury z zagranicy. I pewnie nawet nie zostaną przeczytane. Bo po co? Ktoś z zagranicy nie da się tak łatwo sterować kolesiom Laty i Piechniczka. A oni potrzebują marionetki. Żeby PZPN żyło się prościej i lepiej.
Czyli blog o wszystkim i o niczym. O tym co mnie interesuje, bulwersuje, porusza. Luźne przemyślenia, eter dla moich myśli. Głos w chwilach, gdy brak sił do krzyku. Blog o wszystkim i o niczym. Bo szarość ma tak wiele odcieni.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sport. Pokaż wszystkie posty
środa, 27 czerwca 2012
piątek, 8 czerwca 2012
No i zaczyna się!
Zostały już można by rzecz sekundy. Biorąc pod uwagę jak długo czekaliśmy na Euro 2012, właśnie sekundy dzielą nas od pierwszego meczu. Kolejnego meczu otwarcia dla Polaków. Niestety poprzednie nie wyszły jak planowaliśmy. Przed każdą imprezą z udziałem Reprezentacji Polski były wielkie nadzieje - na Mundialu 2006 i Euro 2008. Oba zakończyły się schematem - mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor. Oby teraz, w 2012 roku ten schemat został przełamany. I nie chodzi mi już nawet o walory sportowe - wiadomo, fajnie jakbyśmy osiągnęli jakiś sukces (wyjście z grupy). Ale niech tym naszym Orzełkom z Biedronki się uda dla nas. Dla Polaków, którzy przechodzili różnego rodzaju utrudnienia związane z budową stadionów i autostrad. Dla firm, które się tym zajmowały. Dla kibiców, którzy przeżywają tak niesamowity "hura optymizm", że ewentualna klęska dziś będzie jak nóż w serce.
OK nie wszystko się udało. Autostrad nie ma, metra nie ma, Warszawa rozkopana. Ale tak wiele mimo wszystko się udało. Stadiony są. Kibice polscy pokazują, że przysłowiowa polska gościnność to nie żart. Zagraniczne gwiazdy światowego formatu są zachwycone bazami, przywitaniem, atmosferą. Jest święto. Są flagi (nie rozumiem ludzi narzekających na to, że pojawiły się flagi - pokażmy, że jesteśmy przywiązani do barw, chociażby teraz, jeśli nie na codzień). Już słyszę za oknami okrzyki i trąbki. Jest w narodzie nadzieja. Że musi się udać. Błagam. Niech się uda.
I mimo iż nadal jestem sceptycznie nastawiony do kadry jako takiej - mecze sparingowe Niemcy i Portugalczycy potraktowali jak rozgrzewkę i do Smudy jako trenera - może to on nam jest potrzebny. Swój, prosty chłop, co zmotywuje naszych chłopaków. Im taktyka nie potrzeba. Im potrzeba kogoś z wiarą w ich umiejętności i zwycięstwo. Oby Smuda takim trenerem się okazał. Oby mój sceptycyzm był błędny.
Dlatego na niecałe 50 minut przed rozpoczęciem Euro - Do boju Polsko! I oby ta pieśń trwała z Wami przez co najmniej 3 mecze grupowe i ćwierćfinał! Czas wymazać ze śpiewnika "Nic się nie stało"!
OK nie wszystko się udało. Autostrad nie ma, metra nie ma, Warszawa rozkopana. Ale tak wiele mimo wszystko się udało. Stadiony są. Kibice polscy pokazują, że przysłowiowa polska gościnność to nie żart. Zagraniczne gwiazdy światowego formatu są zachwycone bazami, przywitaniem, atmosferą. Jest święto. Są flagi (nie rozumiem ludzi narzekających na to, że pojawiły się flagi - pokażmy, że jesteśmy przywiązani do barw, chociażby teraz, jeśli nie na codzień). Już słyszę za oknami okrzyki i trąbki. Jest w narodzie nadzieja. Że musi się udać. Błagam. Niech się uda.
I mimo iż nadal jestem sceptycznie nastawiony do kadry jako takiej - mecze sparingowe Niemcy i Portugalczycy potraktowali jak rozgrzewkę i do Smudy jako trenera - może to on nam jest potrzebny. Swój, prosty chłop, co zmotywuje naszych chłopaków. Im taktyka nie potrzeba. Im potrzeba kogoś z wiarą w ich umiejętności i zwycięstwo. Oby Smuda takim trenerem się okazał. Oby mój sceptycyzm był błędny.
Dlatego na niecałe 50 minut przed rozpoczęciem Euro - Do boju Polsko! I oby ta pieśń trwała z Wami przez co najmniej 3 mecze grupowe i ćwierćfinał! Czas wymazać ze śpiewnika "Nic się nie stało"!
Subskrybuj:
Posty (Atom)