czwartek, 21 czerwca 2012

Bo każda gwiazda musi spaść.

   Aj Johnny, Boski Johnny. Ale czy nadal taki "Boski"? W tym tekście zastanowię się nad wzlotem i rychłym upadkiem naszego ulubionego Ciacha z Hollywood.
   Tekst zainspirowany ostatnim "hot news'em" o rozstaniu JD z Vanessą Paradis. To może oznaczać wszystko. Może też nie mieć znaczenia. Lecz taka wiadomość, o rozstaniu po 14 latach - co tu ukrywać - najnormalniejszej i najukochańszej pary w szołbiz'ie, musi dawać do myślenia. Z Johnnym nie jest dobrze. Ale nie jego życie prywatne mnie interesuje. Raczej to co pokazuje na ekranie. A właściwie czego nie pokazuje. Z jednego z najciekawszych, najbardziej oryginalnych i uzdolnionych aktorów - stał się ekspertem od "odgrzewania kotletów". Nie zrozumcie mnie źle (często używam tego frazesu...) - uwielbiam Depp'a. Ale tego Depp'a do 2005 roku. Uwielbiam Depp'a z "Edwarda Nożycorękiego". Z "Ed'a Wood'a". Z "Co gryzie Gilberta Grape'a". Z "Benny & Joon" (świetna rola Depp'a - kto nie oglądał - warto!!), z "Donnie Brasco" (nie dał się zjeść Pacino), z "Fear and Loathing in Las Vegas" i wielu innych.
     Aż w końcu dochodzimy do dwóch przełomowych ról. Przełomowych rzecz jasna moim zdaniem. Pierwsza: Jack Sparrow w "Piratach z Karaibów". Kto nie lubi tego filmu i tej roli? Wydaje się być jasne dlaczego przełomowa. Ugruntowała jego pozycję w stawce aktorów, dała sławę i pieniądze. No i była zagrana tak, jak nigdy wcześniej. Idealna dla Depp'a. Skrajny dziwak i odludek. Szarmancki drań, z fartem sięgającym niemal poziomu jego intelektu. Ale jest też przełomowa z innych względów. O tym później!
    Druga: "Marzyciel". Sam nie wiem co o tej roli napisać. Geniusz? Maestria? Szczyt? To za mało. Każdy kto widział, wie co mam na myśli. Piękny film, piękna muzyka - chciałoby się rzec - piękny Depp. Perfekcja. Z żalem przyjąłem informacje o braku Oscar'a. Wygrał Jamie Foxx. Ale żal pozostał.
    I mimo iż oba filmy dzielą zaledwie dwa lata, okazały się tak ważne dla Depp'a. Obie okazały się sukcesem. Czyli co dalej? Logicznie rzecz biorąc: lepsze scenariusze, lepsze filmy, większa stawka - wreszcie Oscar. Nie-e! Równa pochyła. I tu wracamy do dalszej przełomowości "Piratów". Tak bardzo się spodobał, że wytwórnie tylko takiego Depp'a chciały widzieć. Dziwnego. A on sam dał się zaszufladkować. Chętnie przyjmował takie role. Dopadła go szarość po roli Jack'a Sparrow'a. Najpierw ta jaśniejsza. Później ta ciemna, niemal czarna.
       A więc - mała retrospektywa wybranych filmów po "Marzycielu":
-"Sekretne Okno" - film ok, ale bez fajerwerków, kolejny dziwak rodem od Depp'a.
-"Charlie i fabryka Czekolady" ABSOLUTNIE najgorszy film duetu Deep - Burton. Dno totalne i Depp grający Jack'a Sparow'a ver 2.0
-Kolejne dwie części "Piratów" - ok, ale ile można?
-"Sweeney Todd" - zarówno film jak i Depp ok, ale Depp znowu gra dziwaka. Nominacja do Oscar'a? ...
-"Wrogowie Publiczni" - czekałem na ten film z wypiekami. Depp - Bale to duet jak mi się marzył od dawna. Osoba reżysera (Michael Mann) dodatkowo podgrzewała atmosferę. I co? Wyszło nijak. Takie "Heat" tegoż reżysera, w latach 20' i tak pi razy drzwi - 3 razy gorsze. Bale zawiódł na całej linii, był drewniany jak Torres w Chelsea, Depp jakoś się wybronił, bo nie miał konkurenta. Ale film był wielkim rozczarowaniem. Ostatnie dobra rola Depp'a. Szkoda, że w słabym filmie.
-"Turysta" - szkoda oglądać i oceniać. Po 30 minutach nie wytrzymałem i wyłączyłem. Tragedia. Plastik w postaci Jolie i naszego ulubieńca. Straszne naprawdę
-"Alicja w krainie Czarów" - drugi najgorszy film duetu Depp - Burton. Pusta wydmuszka, ze świetnymi efektami, bez ŻADNEGO przekazu. Deep gra Jack'a Sarrow'a ver 3.0. Fatalnie
-Kolejni "Piraci" - kolejny odgrzewany kotlet, kolejna strata czasu. Geoffrey Rush zjadł Johnny'ego na przystawkę. Zero klimatu poprzednich części. Amerykanie nie dali się już nabrać. Klapa w USA. Tylko zagraniczny box office ratuje ten okręt przed zatonięciem. Dając gwarancję (niestety) kolejnej części. Kiedy Europa znudzi się JD?
-"Dziennik zakrapiany rumem" - czyli kolejny dziwak (alkoholik) w kolekcji Depp'a, kolejna klapa w USA. Mówiono o Oscarze, wyszło - nic.
   I tu pojawiają się dwa kolejne filmy. Obu jeszcze nie widziałem. Tylko jeden jest w kinach. "Mroczne Cienie" I znowu Deep - Burton. Czytałem recenzje Amerykanów - znowu dno. Czytałem też europejskie- oczywiście zachwyceni i zapatrzeni. Ale patrząc na to jak przyjęto ostatnich "Piratów" - Amerykanie chyba mają racje. Kolejny dziwak od Depp. Tym razem wampir (modła na "Twihlight"?). Film, który jeszcze  nie wyszedł i ma ogromne problemy z budżetem (wytwórnie chyba widzą, że Deep już się nie sprzedaje) "The Lone Ranger". Sugerując sie zdjęciami z produkcji - bez zaskoczeń - znowusz dziwak. Tym razem Indianin.
   Może oceniam go zbyt surowo. Ale trzeba przyznać - kiedy Depp ostatnio zagrał porządną rolę? Takiego normalnego faceta, ze swoimi problemami? Ze swoimi marzeniami? Granie wszelkiej maści dziwaków i wariatów wychodzi mu świetnie. Ale ile można? Patrząc na wyniki box office'u - to już się przejadło. Aktor, który miał w najbliższym czasie sięgnąć po Oscar'a, stał się aktorem sięgającym po nominacje... Teen Choice. Niech to samo przemówi za siebie. Z samego szczytu, na sam dół. Ach ta szarość. Ma tyle odcieni, czyż nie?
   I co dalej Panie Depp. Rodzina Panu się rozpadła - czyli nie jest dobrze. Czy już sam widzi jak się stacza? Czy to kryzys wieku średniego - chwilowa sodówa już nie tak młodego faceta? Czy może wrócił "Stary Johnny" - ten który na początku lat 90' częściej był pijany niż trzeźwy? Wtedy miał przynajmniej talent. A potem ją. Vanessę, która, jak sam twierdzi, "go uratowała". Kto teraz go uratuje?
    Scenariusze widze dwa. Najpierw negatywny. Depp wpadnie w wir kiepskich ról i słabych filmów i jego gwiazda znacznie przyblaknie. Aż spadnie w dół i bedziemy oglądać Depp'a w serialach, próbującego odzyskać blask. Coś na wzór Tom'a Sizemore'a.
Pozytywny: Zrozumie co się dzieje. I wróci do gry. Moim ulubionym przykładem aktora, który zaliczył świetny come back w krótkim czasie jest Christian Bale. Po roli Batmana w "Batman: Beginns" uwierzył, że zbawi świat. Denna rola w "Wrogowie Publiczni", słaby "Terminator", a w obu zagrał jak w Batman'ie (vide: Depp i jego "Jack'i Sparrow'y"") i cisza. Kolejny Batman - "The Dark Knight" Kilka skandali z wybuchami gniewu. Aż facet przyjął rolę... drugoplanową. Wrócił do gry robiąc krok w tył. Bale miał już status takiej gwiazdy, że drugi plan to było spore zaskoczenie. Amen. Przyjął rolę w "The Fighter" i sam zjadł cały film. Maestria. Pokazał wielkie umiejętności, którymi tak imponował przed "Batman'ami". W KAŻDEJ scenie z jego udziałem ciężko było odwrócić wzrok. Ciężko było nie klaskać z zachwytu. Zrobił ten krok w tył, by zrobić dwa na przód. I dostać tego tak zasłużonego i wyczekiwanego Oscar'a.
      I tego życzę Johnny'emu. Powrotu. Kroku w tył. Pokory. Takiej roli, najlepiej drugoplanowej, która pokaże nam, ale przede wszystkim jemu - że nadal potrafi. Że ten talent nie zatracił się przy odgrzewaniu tych samych min, przy zjadaniu własnego ogona. Na razie na horyzoncie ni widu, ni słychu takiego przełomu. Dalej brnie w te same klisze. Zapewne rozstanie z Vanessą mu nie pomaga. Ale trzeba czekać. Może jeszcze wróci TEN Depp. Oby.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz