piątek, 15 czerwca 2012

So I'm Breaking the Habbit Tonight - czyli krótka notatka o Linkin Park

   Szczerze, to pierwszy "muzyczny" post miał być o Marylin'e Manson'ie. Jednak po tym co widziałem na Orange Warsaw Festival, wybrałem Linków. Tych niesamowitych chłopaków z problemami jak nasze, a może i większymi.
    Nie będę się aż tak rozpisywało ich muzyce, choć z akapit na to poświęcę. Chce sobie porozmyślać o NICH. O tym co ICH teksty i muzyka mówi o NICH. Czyli co tak naprawdę mówi o NAS. Nie opieram się na ich oficjalnych, czy nieoficjalnych biografiach. Tylko na tekstach. I troche na wikipedii :D Dlatego nie traktujcie tego jako obrazy. To tylko myśli.
     Nie zrozumcie mnie źle - nie jestem ich fanem od OWF. Chyba każdy z nas w mniejszym, czy większym stopniu oszalał na punkcie "Meteor'y" w 2003 roku. Część pewnie była z nimi już od 2000 roku, od "Hybrid Theory". Ja jednak oszalałem właśnie w 2003 roku. Jak chyba 3/4 moich rówieśników. Żywiołowe "Faint", genialne "Somwhere I Belong' z równie świetnym i pełnym wyrazu teledyskiem. Liryczne "Breaking the Habbit" z klipem tak wymownym, że aż mowę odbiera. Oszalałem. Właśnie. Czemu? Przecież to czysty nu-metal, z mieszanką hip-hopu i elektroniki <zwłaszcza w dzisiejszej twórczości, co mi średnio odpowiada i jak się orienyuje - zatwardziali fani też nie pieją z zachwytu>. Mnóstwo było i jest takich zespołów. Od Peppersów po P.O.D., czy na Limp Bizkit i Kornie kończąc. Czym zespół Mike'a Shinody i Chester'a Bennington'a nas tak poruszył? Chyba autentycznością, kontaktem z fanami. Pomysłem na klipy, pełne przekazu. No na pewno.
     Teksty. Mało, który zespół jak LP pisze takie teksty. Zaskakująco - nie o miłości, nie o imprezach i bzykaniu cycatych, puszczalskich studentek, czy życiu gwiazdy rocka. Piszą jak zajebiście trudno jest być młodym i innym niż reszta. Jak trudno być wyrzutkiem. Nie ma takiej piosenki na "Meteora'rze", z którą bym się nie utożsamiał. Bo chłopaki nie zawsze byli "on top". Mieli swoje problemy. Musieli mieć. To słychać. Słychać kiedy Chester wykrzykuje w "Points Of Authority" o tym, że nie chce już cierpieć za to, że kogoś wcześniej skrzywdzono. Kiedy Mike rapuje, że wina jest jego, że jest pusty i samotny w "Somewhere I Belong". Kiedy razem w "Numb" mówią nam, że ok jest być sobą. Że nie ok jest kiedy inni chcą nas widzieć w ich butach, kiedy każą nam spełniać ich nie spełnione marzenia. Zapewne adresują to do rodziców, co jawnie pokazuje teledysk. "Numb". Tak bardzo się identyfikuje z tą piosenką, że czasem mam szklanki w oczach słuchając tego, zwłaszcza, kiedy jedna bliska osoba rani mnie swoimi oczekiwaniami i niezadowoleniem z braku ich spełnienia... Mięczak - wiem.
      Każda piosenka, to hymn dla samotnika i indywidualisty. Dla kogoś totalnie nierozumianego. Mogę nawet stwierdzić, a nawet odważę się to zrobić, że LP to zespół, dla "nerdów". Bo czym innym oni są? Zakompleksieni jak cały naród polski razem wzięty, zapatrzeni w mangę i animę. Uwielbiający kulturę Japonii <zasługa Mike'a - mającego japońskie korzenie>. Widać to w teledyskach. Profesjonaliści w każdym calu. Czy to trzeba zaśpiewać balladę, czy wydrzeć ryja do mikrofonu. Zawsze przygotowani, zawsze bez skandali. No kurde nerdy. Udzielający się społecznie. Blisko fanów. Kiedy usłyszałem, że nagrali wyjątkową wiadomość dla ich fana, małego dzieciaka umierającego na raka - mój podziw nie miał granic. A to nie są i nie były wyjątki. Oni są po prostu zniszczeni. Jak my. Znają swoje wady. Są świadomi, że nie są idealni, że mimo popularności - nadal są zniszczeni. Zniszczeni przez życie. Przez rodzinę. Przez katów jakimi potrafią być rówieśnicy. Przez własne błędy. I wiecie co? Przekuli te wszystkie krzywdy, wady, błędy i żale jakie ich spotkały na coś wyjątkowego. Mieli odwagę się zebrać, szczerze i bez wazeliny opisać to, oprawić w kawał potężnej muzyki i przekazać nam. Żebyśmy i my mieli odwagę. Przełamali swój zwyczaj. Powiedzieli co czują.
      Koncert był niesamowity. Była polska flaga. Polskie koszulki. Był kawał emocji na scenie i pod nią. Każda piosenka odśpiewana przez wszystkich razem i każdego z osobna. Widziałem, że chłopaki byli troche zszokowani takim przyjęciem. Cieszy mnie to. To znaczy, że te wszystkie teksty trafiły i do nas. To znaczy, że i my nie chcemy być ignorowani. Że chcemy znaleźć miejsce gdzie pasujemy. Może czas być tym kim naprawdę jesteśmy? Do dzieła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz