Skupię się na najciekawszych i najważniejszych kategoriach. Szerzej opiszę te główne, te mniej ważne trochę mniej szczegółowo, na koniec, przy najmniej interesujących - tylko zaznaczę pojedynki z możliwym zwycięzcą.
Przyjmę formę rywalizacji. W kategorii najlepszy film: dwa pojedynki półfinałowe, które wytyczą dwóch finalistów. Oczywiście ze względu na zwiększoną liczbę nominowanych.
W pozostałych kategoriach nad którymi się pochylę, skupię się tylko na najważniejszym pojedynku dwóch najsilniejszych kandydatów. Dla lepszego zobrazowania ich szans, posłużę się też zestawieniem procentowym (oczywiście w moim mniemaniu) szans głównych kandydatów.
Ponadto, ocenię, zazwyczaj iluzoryczne (choć Oscary zaskakują), szanse pozostałych nominowanych oraz zastanowię się, kogo Akademia skrzywdziła brakiem nominacji.
Odliczanie się zakończyło, szlak przebyty, została ostatnia prosta. Zaczynamy?
NAJLEPSZY FILM: Les Miserables (**), Amour (nie widziałem), Zero Dark Thirty (****1/2), Lincoln (***), Argo (****), Silver Lining Playbook (*****), Django (****1/2), Life of Pi (***), Beasts of the Southern Wilds (nie widziałem).
Pojedynek 1: Lincoln vs Zero Dark Thirty
Serce mówi, ZDT, ale brutalna oscarowa rzeczywistość - Lincoln. Film Bigelow został pominięty w kategorii reżyserskiej, tu Spielberg ma przewagę. No i Lincoln to jeden z najlepiej przyjętych filmów zeszłego roku - zarówno artystycznie, jak i finansowo. Według mnie ZDT jest filmem dużo, dużo lepszym przy nudnym i monotonnym Lincolnie. Ale co ja mogę? Lincoln to główny faworyt, który ma ogromne szanse zgarnąć wszystko... albo nic. To nie byłby pierwszy taki przypadek dla Spielberga. Jednak lekceważenie dzisiejszej nocy Lincolna - to srogi błąd. Jeden z dwóch głównych kandydatów do statuetki.
Pojedynek 2: Silver Lining Playbook vs. Argo
Znowu - serce stoi murem za SLP - najlepszym z nominowanych filmów. Ale Argo jest na GIGANTYCZNEJ fali popularności. Przy całej mojej sympatii dla Argo - jest to film gorszy niż SLP, jednak SLP nie ma takich pleców w postaci zebranych statuetek jak film starszego z braci Affleck. Bezapelacyjnie Argo.
Pojedynek Wieczoru: Argo vs. Lincoln
Affleck potraktowany przy rozdawaniu nominacji Akademii Filmowej po macoszemu, zebrał wszystko co było do zebrania od tego czasu.. W momencie ogłoszenia nominacji, Argo było raczej ciekawym ukłonem dla Afflecka, taką próbą udobruchania go za pominięcie The Town dwa lata temu. Po Golden Globes - jest absolutnie głównym faworytem. Ale właśnie czyim faworytem? Akademia wyraźnie wolała wyróżnić Spielberga, nie Affleca. Jednak szlak nagród zweryfikował pogląd Akademii. I tu pojawia się pytanie: czy Akademia ugnie się pod presją uwielbienia Argo? Czy przystanie za swoim i przyzna statuetkę Lincolnowi? Najciekawszy pojedynek w tej kategorii ostatnich lat. I ciężko mi powiedzieć kto okaże się wielkim zwycięzcą. Jednak obstawiam Argo. Ben Affleck dziś wyjdzie ze statuetką Oscara i skoro nie może to być Oscar z a reżyserie - będzie to Oscar za film, który wyprodukował.
Argo: 65%
Lincoln: 35%
Szanse reszty nominowanych: Realne szanse mają Django i może Les Miserables. Ale i tak są to bardzo nikłe szanse. Reszta raczej się nie liczy. Konkurencja pierwszej 4 jest dla nich raczej nie do przeskoczenia.
Inni potencjalni Najlepsi: Długa lista, bo i 2/3 z nominowanych w tym roku to pomyłka. Brak End of Watch (*****), Lawless (****), czy Moorise Kingdom (****) to wielka strata dla tegorocznej ceremonii. Cała trójka wyprzedza klasą i wykonaniem choćby Les Mis, czy Lincolna. Można by było się także pokusić o małą sensację i nominować This is 40 (****) albo nawet Skyfall (****1/2). Jednak na takie decyzje, jest jeszcze za wcześnie. Dziwi mnie, że pomimo wielokrotnego precedensu dla Pixara, nie nominowano Wreck-It Ralph (****1/2) Disneya. A przecież dziesiąte miejsce wśród nominowanych nie zostało zajęte...
NAJLEPSZY REŻYSER: Ang Lee, Steven Spielberg, David O. Russel, M. Haneke, Benh Zeitlin.
Pojedynek: David O. Russel vs Steven Spielberg.
Prawdziwego, potencjalnego zwycięzcy - Bena Afflecka - tu nie ma. Przez to ta kategoria w tym roku nie ma prawdziwego faworyta, ergo: kogo może spotkać zaszczyt otrzymania statuetki? Naturalnym zastępcą nieobecnego Afflecka, wydaje się O. Russel. SLP zbiera pozytywne recenzje, a sam Russel jest wszędzie chwalony. Affleck zdobył wszystko oprócz Independet Award, ta trafiła, zresztą wczoraj, do rąk Russela, który nie zdobył nic innego, ale to i tak więcej niż Spielberg w tym roku. Uwielbienie Akademii dla Spielberga nie ma granic, co pokazała fala nominacji w tym roku i w rok temu dla fatalnego War Horse. Więc kto wygra? Kto skorzysta na braku Afflecka? Serce mi mówi Russel, a rozum... także Russel. Dlatego przewiduje, że to Russel, mimo iż będzie to zaskoczenie, zgarnie statuetkę. Ale niestety nie za bycie najlepszym. Raczej za to, że Akademia pominęła Afflecka.
David O. Russel: 70%
Steven Spielberg: 30%
Szanse reszty nominowanych: Żadne. Może Ang Lee może zaskoczyć na ostatniej prostej, ale tego nie przewiduje.
Inni potencjalni Najlepsi: Oczywiście Affleck za Argo. I to podstawa. Żałuję też, że Akademia kocha Tarantino jako scenarzystę, ale nadal zapomina, że to reżyser. Powinno się dla niego znaleść miejsce. Nie rozumiem też czemu Bigelow została pominięta. Jej ZDT trzyma w napięciu, świetnie buduje atmosferę. Tarantino i Bigelow są pokrzywdzeni na rzecz Haneke i Zeitlina. Ja jeszcze wybitnie ubolewam nad brakiem nominacji dla Wesa Andersona (Moonrise Kingdom) i Davida Ayera (End of Watch).
NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY: Daniel Day-Lewis, Bradley Cooper, Danzel Washington, Hugh Jackman, Joaquin Phoenix
Pojedynek: Daniel Day-Lewis vs. ... Daniel Day-Lewis
Jak to mówią Amerykanie: It is his to loose. Day-Lewis może przegrać tylko i wyłącznie z własnym sukcesem - czytaj: z faktem, że już ma Oscary na swoim koncie. Definitywnie najlepsza rola męska tego roku, ale czy Akademia zechce nagrodzić po raz trzeci tego samego aktora? Według mnie powinna. Day-Lewis wygrał wszystko co było do wygrania rolą w Lincolnie. I to jest jedyny słuszny wybór. Jedyna kategoria w tym roku z tak silnym hegemonem.
Daniel Day-Lewis: 99%
Szanse reszty nominowanych: Prawie żadne. Phoenix pozbawił się Oscara sam, niewybrednie komentując to gdzie ma i co sądzi o tego typu uroczystościach. A był głównym konkurentem dwukrotnego zdobywcy Oscara. Realne szanse, acz nadal iluzoryczne ma Bradley Cooper. Swoją rolą w SLP odwrócił do góry nogami swój wizerunek średniego aktora-ładnej buźki. A Akademia lubi takie "przewroty". Jednak Cooper ma pecha w postaci Day-Lewisa. W każdym innym roku byłby silnym faworytem.
Wydawałoby się, że Golden Globe dla Jackmana daje mu szanse, ale wydaje mi się, że jednak nie.
Inni potencjalni Najlepsi: Mi szczególnie brakuje Toma Hardego za jego wybitną rolę w Lawless. Gdyby był nominowany, mógłby realnie zagrozić Day-Lewisowi. Pokusiłbym się też o nominację dla Jake Gyllenhaala za End of Watch. Bardzo charyzmatyczna rola, która warta była uwagi. Co ciekawe, uważam Afflecka za marnego aktora i świetnego reżysera, ale rolą w Argo zabłysną i pokazał, późno, bo późno, talent aktorski. Cóż, skoro nie dostanie statuetki za aktora i reżysera - czyżby za film?
Boli też brak Johna Hawkesa, za The Sessions. Szeroko chwalona i komentowana rola, jednak nie została zauważona przez Akademię.
NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA: Jennifer Lawrence, Jessica Chastain, Naomi Watts, Quvenzhané Wallis, Emmaniuelle Riva
Pojedynek: Jessica Chastain vs. Jennifer Lawrence
Co tam najlepszy film! To definitywnie najciekawsza kategoria tej edycji Oscarów. Wyścig tylko dwóch koni. Obie wybitne, obie już nominowane, obie zasługują na Oscara tym co osiągnęły w tym roku, ale także za to co zrobiły na przestrzeni ostatnich lat. Serce i rozum nic mi nie podpowiadają. Oba są rozdarte i pełne wątpliwości. Bo która z nich zasługuje bardziej, kiedy obie pokazały w swoich filmach taki talent, taką klasę i takie zaangażowanie, że reszta stawki ABSOLUTNIE się nie liczy? Ciężki wybór, na tę kategorię będze dziś czekał najbardziej. Jednak wspominiany już szlak nagród wyraźnie wskazuje na Lawrence i wydaje mi się, że będzie to uczciwy wybór. Jest młoda, a już uznawana za wybitną. W SLP szarżowała, wrzeszczała, kochała i była szalona do przegięcia struny. Chastain swoim minimalizmem i siłą przyciągała uwagę, wręcz hipnotyzowała w ZDT. I w każdym innym roku oscarowym byłaby pewną zwyciężczynią. Ale nie teraz. Jeszcze nie. Wkrótce.
Obu Paniom daje mniej więcej równe szanse ze wskazaniem na Lawrence. Czekam. Czekam niecierpliwie.
Jannifer Lawrence: 55%
Jassica Chastain: 45%
Szanse reszty nominowanych: Żadne. Wręcz pozostałe nominowane wydają mi się błędem...
Inne potencjalne nominowane: Prócz wybitnych ról Lawrence i Chastain, nie był to dobry rok dla aktorek. Mi osobiście brakuje Leslie Mann i jej wspaniale szaloną, dojrzałą i ekspresyjną rolę w This is 40. Wydaje się też, i tu idę za zagraniczną prasą, że brakuje Marion Cotillard za Rust and Bone.
NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA: Philip Seymour Hoffman, Christoph Waltz, Robert De Niro, Tommy Lee Jones, Alan Arkin
Pojedynek: Christoph Waltz vs Robert De Niro... vs. Tommy Lee Jones
Kolejna ciekawa kategoria, bo tu aż trzech Panów ma relatywnie szanse. Waltz za zebranie wielu nagród, Jones za zasługi, a De Niro za to, że wreszcie wrócił do wielkiej kinematografii, przez duże K. A wszyscy zagrali wybitnie. Wszyscy mają też już na swoich kontach po Oscarze. Dlatego wydzielam dla nich po 33% szans, dając sobie 1% marginesu błędu dla pozostałych w stawce.
Christoph Waltz: 33%
Robert De Niro: 33%
Tommy Lee Jones: 33%
Szanse pozostałych nominowanych: ten jeden procent do podziału wydawałby się minimalną sznsą, ale... nigdy nic nie wiadomo. Choć uważam, że Oscar nie wyjdzie poza wyżej wspomnianą trójkę Wielkich.
Inni potencjalni nominowani: Kilka ciekawych opcji by się znalazło! Wręcz bardzo dużo! Bo tragedią dla kina jest brak Leonardo DiCaprio wśród stawki i .... Samuela L. Jacksona. Ich role w Django to wybitny pokaz aktorstwa, szkoda, zwłaszcza DiCaprio, który - gdyby był nominowany - realnie zagrażałby wielkiej trójce. Ciekawą rolą popisali się też Guy Pearce za Lawless, Michael Pena za End of Watch oraz Michael Fassbender za... Prometheus. Ciekawą rolą popisał się Bruce Willis w Moonrise Kingdom, łamiąc swój wizerunek twardego gliny. Osobiście żałuję, że pominięty został Javier Bardem za Skyfall. To był rok złych chłopców na drugim planie.
NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA KOBIECA: Anne Hathaway, Amy Adams, Sally Field, Jacki Weaver, Helen Hunt.
Pojedynek: Anne Hathaway vs. Sally Field
Także ciężki pojedynek, ale wygląda na to, że najbardziej irytująca kampania w historii Oscarów się powiedzie. Anne po całej serii wywiadów jak to nie schudła i nie ścięła włosów dla roli przynosi efekty. I to do niej powędruje statuetka. Troche mi żal, bo Hathaway broni się swoim talentem i świetną rolą w złym filmie. Ten cały nachalny płacz w mediach pozostawia lekki smrodek. Field bardzo podobała się za granicą, ale mi już niekoniecznie. I to uwielbienie w Stanach chyba mimo wszystko jest za małe.
Anne Hathaway: 75%
Sally Field: 25%
Szanse pozostałych nominowanych: Może Amy Adams, jako ulubienica Akademii bez Oscara, ma szansę na swoją chwile.
Inne potencjalne nominowane: Znów brakuje mi Lawless. Konkretnie Jessica'i Chastain. To był jej rok i o ile może się tylko otrzeć o Oscara za rolę pierwszoplanową, to gdyby nominowano ją do statuetki za drugi plan - Anne nie miałaby czego szukać i jej kampania promocyjna na nic się zdała. Można było się też pokusić o docenienie Kerry Washington za rolę w Django i... Judi Dench za Skyfall. Nicole Kidman w The Paperboy także dała popis, czego wyrazem była nominacja do Golden Globes.
To były najważniejsze kategorie wieczoru. Kolejne, które przedstawię, troszkę ukrócę w prezentacji, otóż opiszę tylko pojedynki, ewentualnie, jeśli sytuacja tego bedzie wymagała, wskażę ewentualnego czarnego konia.
NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY: David O. Russel ( Silver Lining Playbook), Tony Kushner (Lincoln), David Magee (Life Of Pi), Chris Terrio (Argo), Lucy Alibar i Benh Zeitlin (Beasts of the Southern Wilds)
Pojedynek: David O. Russel vs. Chris Terrio... vs. Tony Kushner
Ciekawa sytuacja, bo aż trze silnych faworytów (tak jak w aktorze drugoplanowym). Silnych, bo to trzy scenariusze na cztery z najbardziej liczących się filmów w stawce Najlepszy Film. Wydaje się, że Terrio ma największe szanse. O. Russel depcze mu po piętach. Nie skreślam jednak Kushnera. To może być drugi, obok Day-Lewis, Oscar dla Lincolna.
NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY: Quentin Tarantino (Django), Wes Anderson i Roman Coppola (Moonrise Kingdom), Mark Boral (Zero Dark Thirty), Michael Haneke (Amour), John Gatins (Flight)
Pojedynek: Mark Boral vs. Quentin Tarantino
Ciekawy pojedynek z tego względu, że wydaje się, że Boral ma Oscara w kieszeni. Ale Tarantino może zaskoczyć w ostatniej chwili. Akademia może będzie chciała pokazać swój szacunek dla widza (a widz ma zawsze racje) i przyzna Oscara wszędzie chwalonemu Tarantino. Osobiście chciałbym zaskoczenie w postaci statuetki w rękach duetu Anderson - Coppola za wspaniale plastyczny Moonrise Kingdom.
NAJLEPSZA ANIMACJA: Wreck-It Ralph, Merida, Frankenweenie, The Pirates! Band of Misfits, ParaNorman
Pojedynek: Wreck-It Ralph vs. Merida
Możemy być świadkiem małej sensacji. Czy Disney wreszcie dostanie samodzielną statuetkę w tej kategorii, pokonując Pixara? Na to wygląda, bo Wreck-It Ralph jest wspaniałą animacją, ze świetnymi głosami i ciepłym przesłaniem. Merida niestety nie broni się, tracąc kilka długości do Ralpha. Mocno trzymam kciuki za niszczyciela o wielkim sercu. Choć Golden Globes przemawia za Meridą. Ciekawa kategoria, bardzo ciekawa.
NAJLEPSZY FILM NIEANGLOJĘZYCZNY:
Amour. Chyba jest logicznym, że reszta się nie liczy.
NAJLEPSZY DOKUMENT:
Sugar Man.
NAJLEPSZE ZDJĘCIA:
Claudio Miranda (Life of Pi) vs Janusz Kamiński (Lincoln)
NAJLEPSZA MUZYKA:
Mychael Dynna (Life of Pi) vs John Williams (Lincoln)
NAJLEPSZE KOSTIUMY:
Joanna Johnstn (Lincoln) vs Paco Delgado (Les Miserables)
NAJLEPSZA SCENOGRAFIA:
Jim Erickson i Rick Carter (Lincoln) vs. Eve Stewart i Anna Lynch-Robinson (Les Miserables)
NAJLEPSZA PIOSENKA:
Adele - Skyfall (Skyfall) vs. Hugh Jackman - Suddenly (Les Miserables)
NAJLEPSZE EFEKTY SPECJALNE :
Avengers vs Prometheus (choć daję szansę Life of Pi)
Jak widać - zapowiada się ciekawa gala, gdzie w jednych kategoriach zwycięzca jest pewny, a w innych pewne jest tylko to, że nic nie jest pewne. Ale Amerykańska Akademia Filmowa lubi zaskakiwać, często ogłaszając niepopularne werdykty. Moje skromne dywagacje, choć poparte godzinami przed ekranem i całymi masami przeczytanych tekstów oraz śledzenia box-office'u i gal rozdania nagród - mogą się nie sprawdzić w żadnym wypadku. To jest magia tej nocy. Ta pewność niepewnego. Dlatego po kolejnym, długim roku wspaniałych filmów, kreacji i pomysłów - niech wygra najlepszy. Pomimo polityki, pomimo kampanii reklamowych. Niech wielkie święto kina i filmów okaże się tym wielkim świętem. Tak naprawdę, a nie tyko w zamyśle minionych lat.
So let the Oscar Goes to... Audience!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz