Moja pierwsza recenzja płyty, miała być tak samo ważna i emocjonalna jak mój pierwszy tekst na temat filmu. I tak samo jak w przypadku filmowego debiutu - zawiodłem się. Zawiodłem się podwójnie. O ile The Dark Knight Rises zawiódł, bo nie dosięgnął poziomu genialnego poprzednika zatrzymując się na przyzwoitym średnim stopniu, o tyle liczyłem, że nowa płyta Maroon 5 - zmaże plamę z honoru jakim była porażka Hands All Over. Nic z tego. Jest gorzej. Dużo gorzej. Jest tragicznie.
Niepokojące były już wywiady ""Kasztanowych" po wydaniu Hands All Over. Płyta legła jeśli chodzi o ilość sprzedanych krążków, chłopaki sami przyznawali - nowa przyjdzie wcześniej niż się spodziewamy. No na czymś trzeba zarabiać... I chyba tym tokiem myślenia kierował się zespół.
Overexposed to 110% pop. Ok - już poprzednie wydawnictwo było bardziej popowe niż dwa pierwsze krążki. Liczyłem, że "Kasztanowi" pójdą po rozum do głowy i wrócą do korzeni pop-rock'owych. Chyba dalej tak naiwnie myślałem, mimo iż w radiu i telewizji latały takie porażki jak Moves Like Jagger i nowy singiel - Payphone <matko....>. Nic z tego! Mamy 110% popu!! Żeby to był jeszcze pop z górnej półki! NIC Z TEGO! To ledwo średni pop. Mamy tu typowe, wypłukane z emocji, uczuć i talentu pioseneczki poziomu Seleny Gomez, czy amerykańskich boy bandów. Bardzo starałem się znaleźć jakś dobry kawałek. Ladykiller. Jedyna, która w małym promilu stara się nawiązać do poprzednich dokonań grupy <to smutne, samotne solo...>. Naprawdę musiałem się napracować, żeby chociaż tę jedną piosenkę w najmniejszym stopniu pochwalić. Bo pozostałe numery to nóż wbity w serce prawdziwych fanów Maroon 5. Fanów, którzy oszaleli na punkcie Songs About Jane (*****), docenili It Won't Be Soon Before Long (****). Którzy przesłuchali ich piosenki z czasów, kiedy jeszcze się nazywali... Kara's Flowers. Otóż Overexposed wbija ten nóż totalnie nowym, fatalnym stylem. O ile na Hands All Over (**1/2) znalazłem 3-4 piosenki nawiązujące do stylu z czasów SAJ, tu mamy wszystko, absolutnie wszystko, grane na jeden bit <Jezu... piszę recenzję nowej płyty Maroon 5 i użyłem słowa "bit". Gdyby to był list - dostrzeglibyście małe ślady łez>. Mamy tu każdą melodię graną na jedno kopyto, prawie w ogóle nie słychać, że to Ci panowie kiedyś grali świetne solówki, wzruszali cichym szarpaniem strun gitary, budzili emocje świetną pracą perkusji i basu. Tu tego nie mamy. Mamy generowane dźwięki w stylu Backstreet Boys. Nie ukrywam, że jeśli jakaś piosenka pojawi się na imprezie na której się znajdę - będę się bawił jak szalony. I to jest smutne.
Czy utrzymali wysoki poziom w tekstach? Boże nie. Teksty są denne, bez emocji, linijki są krótkie i rymują się na siłę, a co drugie słowo kończy się bezsensownym ohhhh, ahhhh, hej, czy innym ooooooooooooooooooooouuuuu. Te "głębokie" pojękiwania wypełniają 1/2 płyty. Tego nie da się słuchać. Gdzie się podziały naprawdę głębokie, mocne teksty jak z The Sun, czy She Will Be Loved? Gdzie ciekawe porównania z This Love? Co się stało z metaforami jak w Makes Me Wonder? Nie ma. Za to pojawiło się przeklinanie, współpraca z raperem z nikąd i dość płyciutkie teksty o niczym. Boli.
Smutne jest to, że jeden z ciekawszych zespołów jaki wyprodukował amerykański rynek muzyczny tak się kończy. Chłopaki kreują się <zwłaszcza frontman> na nie wiadomo jakich rock'owych zakapiorów, a dali się "spopić" jak co drugi dziś zespół. Ja nie wiem - czy zapomnieli jak grać na gitarze? Perkusista nie wziął pałeczek? Basiście pękły struny? Jesse Carmichael, mózg zespołu - gitarzysta, klawiszowiec i tekściarz - odszedł z Maroon 5 "na czas nieokreślony, by oczyścić samego siebie". Ja myślę, że nie wytrzymał tego materiału. Tu nie ma nic dobrego. Kiedy usłyszałem co zrobili z piosenką Wasted Years, którą
świetnie zagrali na pierwszej koncertówce jako potencjalny materiał na nową płytę - serce mi pękło. Myślę, że Jesse'iemu też. Maroon 5 podzieliło los Radiohead, Muse, Linkin Park, a ostatnio słyszę, że też punkowców z The Offspring. Zapomnieli korzeni, zapomnieli talentu, dali się omamić całemu sztabowi producentów <dla porównania: SAJ wyprodukowało dwoje ludzi. Nowy materiał wyprodukowało prawie 15 osób...>, dali się ponieść dzisiejszym płytkim standardom.
Płyta pewnie sprzeda się świetnie. Trafi do wszystkich tych, którzy szukają w muzyce niczego. Bezsensownej rozrywki. Czyli trafi do 3/4 słuchaczy. To nie dla mnie. Pełen smutku i żalu idę posłuchać genialnego long play'a - Songs About Jane. To były emocje.
Nowych fanów łatwo zyskać, sprzedając się wytwórniom i zmieniając styl na "nijaki", śpiewając o niczym. Ale jeszcze łatwiej jest stracić prawdziwego fana. Tego, który kochał, gdy grało się muzykę nie łatwą, a prawdziwą.
Bo jakoś trzeba zarabiać...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz