wtorek, 7 sierpnia 2012

Martha Marcy May Marlene (****1/2)

                                                                    She's just the picture.


      Dobry film, ze świetną obsadą, ciekawą historią i świeżym pomysłem na reżyserię.
Film to studium uzależnienia. Uzależnienia od ludzi. O zagubieniu. Braku zrozumienia i bliskości. O tym jak te braki są zgubne.
     Matha to młoda zagubiona nastolatka. Z historii dowiadujemy się małymi kroczkami <jak ja uwielbiam powoli rozwijające się, nudne filmy>, że w rodzinie się nie układa. Trafia do domorosłej sekty, gdzie każdy jest równy, a jej lider najrówniejszy. Organizuje na małej farmie życie, komunę dla młodych ludzi, których świat nie zrozumiał. Daje im schronienie, uwagę i to zrozumienie właśnie. Jest mentorem i nauczycielem, jest charyzmatyczny, uroczy. Orator i sprzedawca kłamstw. Kupuje ich słowami, bo jako jedyny ich słucha. Jako jedyny mówi tylko do NICH. Tak im się wydaje. Pod parawanem sielanki pojawiają się zgrzyty - "rytuały" oczyszczenia, kradzieże, nawet śmierć. Martha na początku uwielbia nowe życie. Staje się Marcy May. Staje się częścią organizmu. Jest szczęśliwa.
Ale nie jest bezpieczna.
      Jednak z czasem odkrywane sekrety i następujące wydarzenia otwierają oczy Mathcie. Pozostawia Marcy i wraca do siostry. Ta razem z mężem, przyjmują ją pod dach, próbując jej pomóc w swoim nowobogackim stylu. W stylu ludzi sukcesu i pieniędzy. Próbują jej pomóc, ale nie próbują zrozumieć. Martha jest bezpieczna, ale nie jest szczęśliwa.
       Film to studium sekty. Pokazuje jak "wyższe wartości" nas ogłupiają. Ale czym różni się od Kościoła? Czym Patrick różni się od księdza z parafii? Czym ich rytuały, różnią się od rytuałów Katolików, Żydów, czy Muzułman? Owszem - to co proponuje sekta, to zazwyczaj jest skrajna extrema, ale sens rytuałów pozostaje ten sam. Po co się ogłupiamy i szukamy wolności i pocieszenia w czymś co nie istnieje, a o egzystowaniu sił wyższych/szczęścia zapewniają nas księża bez wiary czy liderzy sekt? Dlaczego tak często dajemy się ogłupić ludziom, którzy nie mają NIC do powiedzenia, nie mają nas czym zainteresować, jednak im ufamy, bo nas tylko wysłuchali. Smutne.
       Siłą filmu jest aktorstwo. Nie spodziewajcie się nie wiadomo jakiej akcji. Film mocno aktorem stoi!
John Hawkes jako lider sekty jest świetny. Anemicznie chudy, brzydki. Ale szarmancki. Wyrozumiały. Wie co trzeba zapewnić młodym ludziom i im to daje. Kilka słów z nim i Martha decyduje się zostać. Hawkes też hipnotyzuje, mimo, że na ekranie jest rzadko i mało mówi. Wiele "wie" i umie trafić do swoich podopiecznych. Zwłaszcza do kobiet. Świetny. I ta piosenka...
Rośnie męski odpowiednik Marissy Leo w kinie niezależnym. Kiedy Oscar?
        Ale nawet on przegrywa z Elizabeth Olsnen. Znajome nazwisko? Tak to młodsza siostra TYCH Olsenek! Zupełnie inna. Uroczo pulchna, z pyzowatą buzią i nieklasycznie ładna. Odważna. Gra cielesnością, gra twarzą, ale z minimalizmem. Minimalizm jakim ukazała Marthe/Marcy zasługuje na wielkie brawa. Bywa cicha, wycofana,zagubiona i przestraszona, ale ma też różne ataki, które przerażają biorąc pod uwagę wcześniejszy skąpy zakres ruchów i gestów. Jej rozmowa ze szwagrem o życiu oraz z siostrą o dziecku - brawa! Przed nową-lepszą Olsenką otwierają się drzwi do wielkiej kariery. Niech ten potencjał się nie zmarnuje!
        Reżyser! Sean Durkin GENIALNIE operuje historią. Jest też scenarzystą, więc rozumie  historię, bohaterów oraz ich decyzje. Wybitnie czuje film. Marthe pokazuje zazwyczaj z bliska. Marcey raczej na szerszym planie. Świetnie przeskakuje między teraźniejszością a wspomnieniami z sekty. Wykazuje się też błyskotliwym pomysłem na tytuł filmu. W prawdziwe imię i nazwisko bohaterki wstawił imię i nazwisko jej alter ego. Film i reżyser <młody chłopak!> przywracają nadzieję na amerykański film. Znakomita końcówka także zasługuję na uwagę. Martha uciekła z sekty. Ale czy ta nie będzie chciała wchłonąć jej z powrotem? Widzę godną rywalizację dla Alexandra Payne'a!
         Szczerze polecam. Film jak najbardziej godny uwagi. Ambitne kino. Ważne. Może i się wynudzicie oglądając, ale zobaczcie. Zastanówcie się i wczujcie. Nie pożałujecie. Małe wielkie kino!

...I ta piosenka! She's just the picture.


https://www.youtube.com/watch?v=9NGQD63qAOw&feature=player_embedded

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz