wtorek, 7 sierpnia 2012

Shame (*****)

    Wspaniały film. Wspaniały duet. McQueen i Fassbander. Genialny i genialniejszy. Pierwszy umiejętnie operuje kamerą i scenami <kamera pozostaje w miejscu, nawet jeśli bohaterowie już opuścili plan>. Cechuje się dość surowymi metodami reżyserskimi. Film toczy się powoli, od sceny do sceny. Zwraca uwagę na detale. Rzeczy, miny, akcje, gesty. Poznajemy bohaterów - ich imiona, nazwiska, profesje - ale to niemalże wszystko. Nic nie wiemy o ich przeszłości, tylko zakładamy. To co wiemy, to fakt, że mają problemy. Reżyser wprowadza nas w tę historię powolutku. Jednak film przyśpiesza gdy bohaterów doganiają ich demony. A demony znajdziemy straszliwe. Sex, zdradę, chęć bliskości.
    McQueen stworzył historię dzisiejszych 30 latków. Dziś liczy się sukces i bezgraniczna cielesność. Uczucia to słabość. Uczucia należy zniszczyć, by osiągnąć ten upragniony sukces.
     Brandon jest sexoholikiem. I to nie jest problem. Żyje w swoim świecie sexu, od jednej kobiety do drugiej, od jednego hardporn, do drugiego. Nikogo nie krzywdzi. Swoje kobiety uświadamia, informuje, że to co ich połączy jest jednorazowe. Nie przeszkadza mu to w wykonywaniu swojej pracy. Problemem stają się zobowiązania. Pojawia się siostra. Pojawia się kobieta mówiąca o zaangażowaniu. Pojawiają się problemy. Sex staje się mniej przyjemny, Brandon staje się żądny nowych, ryzykownych wyzwań. I właśnie to przedstawia ten film. Jak zniszczonym pokoleniem jesteśmy/będziemy, jak boimy się zaangażowania. Z historii można wywnioskować, że główny bohater i jego siostra nie mieli łatwego dzieciństwa i nie mają łatwych relacji. Są popaprani. Zniszczyli ich rodzice? Szkoła? Środowisko, w którym się obracali? Wszystko po trochu? Nie wiemy. Nie ważne. Ważne, że nie ma nikogo na kim polegać. Dążymy, jak Brandon i jego siostra, w naszym popapraniu do autodestrukcji, bo otwarcie się na ludzi, nawet tych najbliższych, oznacza dziś porażkę i słabość. Uciekamy w sex, samobójstwa, depresję.
     Michael "Fassy" Fassbender. Dlaczego on nie nie dostał nominacji do Oscar'a? Facet wykonujący od dobrych 4 lat genialną pracę nie zostaje nawet doceniony. Wstyd. Prawdziwy shame. Kontynuuje modę w Hollywood na nagość wśród aktorów. Gra grymasami, mimiką, twarzą, cielesnością. Gra wszystkim co ma. Oddał się McQueen'owi i nie powinien żałować. Świetna rola. Bolesna. Trudna. Paskudnie świetna. Trudno napisać coś więcej. Majstersztyk.

Shame to film godny polecenia, ale dla ludzi chcących przemyśleń i zaangażowania <o ironio> w film. Z czystym sumieniem daje maksymalną ocenę - ***** Bo jest to film trudny. Mocny. Popaprany. Miejscami obrzydliwy. Obrzydliwie prawdziwy i realny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz