Na co roczne święto filmu. Święto kiczu, blichtru, przepychu, pięknych kreacji i złotego golasa, który niby wyznacza trendy w światowym filmie, ale jakby często się mylił, lub nagradzał źle.
Na to zawsze znajdę czas, ochotę i wenę. Może nie rozpiszę się jak rok temu, bo zegar bije, gala tuż, tuż, ale postaram się w telegraficznym skrócie przedstawić jak mocni są faworyci, jak przebiegli są "underdogs" i kogo w tym roku zabrakło.
Przypominam też, że nie zawsze wygrywa najlepszy, że Oscary to polityka, długa droga wcześniejszych gal (Golden Globes, BAFTAs, etc.) i zabiegów PR i marketingowych.
Zaczynamy! 86 gala wręczenia Nagród Akademii starts NOW!
NAJLEPSZY FILM: American Hustle (*****), 12 Years a Slave (****),Wolf of the Wallstreet (****), Dallas Buyers Club (****1/2), Captain Phillips (****1/2), Phillomena (****), Her (****1/2),Gravity (****), Nebraska (***1/2).
Pojedynek Wieczoru: 12 Years a Slave vs American Hustle
American Hustle to definitywnie najlepszy, najlepiej zrealizowany i najlepiej zagrany film roku. I do końca będę, niczym szaleniec mający tylko nadzieję, ściskał kciuki za film Russela, bo jest on geniuszem i zasługuje na poznanie się na tym geniuszu. Jednak 12 Years a Slave ma za sobą chyba każdą znaczącą się nagrodę na swoim koncie i nie wydaje mi się, żeby dziś miało się to zmienić. 12 Years a Sleve jest świetny, mocny, poruszający, a w tym wszystkim skromny, jednak brakuje mu kilku elementów do dzieła wybitnego, dłuży się w pewnych momentach. American Hustle to wybitna jazda bez trzymanki, w aurze szalonych lat '70. Akademia może się pokusić na sensację i zauważyć te cechy. American Hustle to też trzeci z rzędu film Russela nominowany do najważniejszych kategorii. Akademia lubi nagradzać ludzi i twórców ciągle nominowany i ciągle pomijanych. Jeśli American Hustle ma jakiekolwiek szanse na sukces, to właśnie w tym mechanizmie.
12 Years a Slave: 80%
American Hustle: 20%
Szanse reszty nominowanych: Nikłe. Dużo miłości dostało Gravity, jednak nie jest to półka na najlepszy film. Dallas Buyers Club i Her są wielkimi wygranymi za samą nominację, dobrze, że te filmy zostały dostrzeżone, bo po American Hustle te dwa tytuły, moim zdaniem, są najlepszymi w tym roku.
Inni potencjalni nominowani: Najbardziej mi brakuje The Place Beyond the Pines (****1/2) - pierwszego, naprawdę świetnego filmu tego roku. Wspaniała historia relacji ojciec - syn, opowiedziana z epickim rozmachem i skromnymi metodami. Duży brak, zwłaszcza jeśli znalazło się miejsce dla dość średniej (przy całym moim uwielbieniu dla reżysera) Nebraski.
Kolejnym tytułem, którego pominięcie wydaje się błędem jest Rush (****1/2). Naprawdę nie sądziłem, że historia z F1 w tle mnie kiedykolwiek tak wciągnie. Świetny film, niesamowite emocje, napięcie i aktorstwo.
Before Midnight (****) jako zwieńczenie chyba najciekawszej trylogii miłosnej kina, trzyma poziom, bawi, smuci, pokazuje jak jest uderzeniem pięścią między oczy. Miłość to koncept, związki przetrwają jeśli oboje partnerzy się sobą nie znudzą i nie pójdą własną drogą. Piękna historia, bardzo prawdziwa z niejednoznacznym zakończeniem. Bo czym w życiu jest koniec? Szkoda, że ta prawie dwudziestoletnia przygoda tria Delpy - Hawke - Linklater nie została zwieńczona chociaż nominacją.
Brak mi także przedstawiciela amerykańskiego kina niezależnego z prawdziwego zdarzenia. A było w czym wybierać! Dwa wybitne filmy, które przemknęły raczej bez echa, choć w swojej kategorii są absolutnie pozycjami must see. Chodzi mi o The Way, Way Back (****1/2) i The Spectacular Now (****).
NAJLEPSZY REŻYSER: Alfonso Cuaron, David O. Russel, Steve McQueen, Alexander Payne, Martin Scorsese.
Pojedynek: Alfonso Cuaron vs. David O. Russel vs. Steve McQueen
Jak to mówią Amerykanie: It is Cuarons to loose. W drodze na tę galę wygrał wszystko co było do wygrania i bardzo zasłużenie. Gravity jest wspaniale wyreżyserowane, trzyma w napięciu od pierwszego do ostatniego ujęcia. Przepełnione znaczeniami widowisko to popis kunsztu sztuki reżyserskiej, choć koniec filmu lekko trąca myszką.
Czekam na moment docenienia geniuszu Russela. To jeszcze nie jest ta chwila, choć brak Oscara za rok poprzedni to jedna z największych hańb akademii. Czekam Panie Davidzie. Zaskocz mnie i Akademię za rok.
McQueen to dziś jeden z najlepiej budujących historię i związanych z nią emocji, reżyserów na świecie. I swoją szansę jeszcze dostanie, sam udowodni, że zasługuje na nagrodę, jednak musi to być film lepszy niż 12 Years a Slave. Dzieło bliżej Shame miałoby szansę, zwłaszcza teraz po ogromnym sukcesie ostatniego filmu reżysera. Stawka jest ciekawa, bardzo silna, jednak zdominowana przez Cuarona.
Cuaron: 80%
Russel: 10%
McQueen: 10%
Szanse reszty nominowanych: Weterani Payne i Scorsese, raczej obejdą się smakiem. W ogóle dziwi obecność Payne (podkreślam! To geniusz! Jednak nie tym razem, Nebraska jest po prostu przeciętna) w stawce. To nie był jego rok.
Inni potencjalni nominowani: Chyba najbardziej brakuje mi Rona Howarda za Rush i może Dereka Cianfrance za The Place Beyond the Pines. Przyznam, że jeszcze nie widziałem Inside Llewyn Davis, ale jeśli bracia trzymają poziom, to także można by ich nominować. Richard Linklater i Stephen Frears za wieloletnie dokonania, zwieńczone tegorocznymi dziełami, także zasłużyli na rozpoznanie.
NAJLEPSZY AKTOR PIERWSZOPLANOWY: Matthew McConaughey, Leonadro DiCaprio, Christian Bale, Bruce Dern, Chiwetel Ejiofor.
Pojedynek: Matthew McConaughey vs. Leonardo DiCaprio.
Pojedynek dwóch różnych stylów. McConaughey to poświęcenie, oddanie, szalona odwaga dla roli. DiCaprio to zabawa, szaleństwo i charyzma w dawkach niemal śmiertelnych. Obaj są świetni, obaj genialni w tym co robią na akranie. Jednak przy całym moim szacunku dla Leonardo - to co wyprawia Matthew to jest aktorski slalom gigant bez kijków narciarskich. Posuwa siebie, swoje ciało, swoją psychikę i mentalność to stanów skrajnych, wręcz niebezpiecznych. To jest to co ja i Akademia lubimy najbardziej. Boski Leo doczeka się Oscara, kiedyś ten dzień nadejdzie, ale to jeszcze nie ten moment. Jemu generalnie te porażki wychodzą na dobre, bo zawsze popycha siebie dalej jako aktora. Więc należy czekać na kolejny popis Leo. Może za rok!
McConaughey: 90%
DiCaprio: 10%
Szanse innych nominowanych: W tym pojedynku dwóch koni, reszta robi za tło. Genialny Bale, po raz kolejny u Russela pokazuje, że w swoim pokoleniu jest trzy długości przed rówieśnikami (liczę tu także DiCaprio i McConaugheya) i dziś jest gigantem kina. Każdego innego roku by to wygrał, ale akurat teraz został wyprzedzony. I dobrze. Bale ma tendencje do sodów jak za bardzo w siebie uwierzy (vide: czas po The Dark Knight). Czekam na kolejne dowody geniuszu! Dern i Ejiofor to raczej statyści. Może zaskoczy Ejiofor, ale szczerze w to wątpię. Wielkie role, jednak za małe na stawkę.
Inni potencjalni nominowani: Cooper za The Place Beyond the Pines? A może Bale po raz drugi za Out of the Furnace (***1/2)? Oscar Issac za Inside Llewyn Davis? Generalnie piątka nominowanych jest wybitna, trzyma poziom i nie ma się do czego przyczepić. No dobra, może brak jest Toma Hanksa za Captain Phillips (OSTATNIA SCENA!) i troszkę mi żal braku Joaquinina Phoenixa za Her.
NAJLEPSZA AKTORKA PIERWSZOPLANOWA: Cate Blancett, Amy Adams, Sandra Bullock, Meryl Streep, Judi Dench.
Pojedynek: Cate Blanchett vs. Amy Adams.
Królowa jest tylko jedna. Blue Jasmine (****) to nie jest najlepszy film Allena, ale zyskuje co najmniej półtorej gwiazdki za aktorstwo. Zwłaszcza za popis Cate. Co tu dużo pisać. Najlepsza rola roku.
Amy Adams to inna historia. Świetna rola, ale daleko jej do Cate. Znowu przegra (który to już raz?), choć jej dekolt w American Hustle powinien dostać jakąś oddzielną, honorową nagrodę.
Blanchett: 90%
Adams: 10%
Szanse innych nominowanych: Minimalne. Streep jest w złej kategorii (powinna być w kategorii drugoplanowej), Bullock nie jest najważniejsza w swoim filmie (tak, tak, napisałem to), Dench zachwyca, jednak sama nominacja, w jej wieku (Akademia jest bardzo polityczna...) to i tak duże wyróżnienie.
Inne potencjalne nominowane: Julia Roberts. One ze Streep są w złych kategoriach. Definitywnie. Generalnie, oprócz tej gafy, zgadzam się ze stawką, na upartego dodam tu Julie Delpy za Before Midnight i elektryczną, idącą w ślady Jennifer Lawrece, Shailene Woodley za Spectacular Now.
NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA MĘSKA: Jared Leto, Jonah Hill, Bradley Cooper, Michel Fassbender, Barkhad Abdi.
Pojedynek: Jared Leto vs. Barkhad Abdi.
Leto ma to w kieszeni od pierwszej sekundy swojej obecności na ekranie w Dallas Buyers Club. Tyle w temacie. Abdi zagrał świetnie, piękny debiut, bo to jest sztuka być równym z Hanksem, jednak Leto wyprzedził go aktorsko o parę lat świetlnych. Co nie zmienia faktu, że będę go obserwował, ciekawe co czeka go dalej.
Szanse innych nominowanych: Zerowe. Wątpię, żeby Fassbender zaskoczył na ostatniej prostej. Sama nominacja dla Hilla to wielkie wow, ale bardzo pozytywne wow, bo chłopak robi taką karierę, że głowa mała. Od stand-upu, do drugiej nominacji do Oscara. Jednego już powinien mieć za Moneyball, jednak teraz nie ma szans. Cooper dał radę, nadążył za swoimi kolegami z planu, jest przypadkiem podobnym do Hilla, jeśli chodzi o karierę (konia z rzędem temu kto przewidział, że ten piękniś będzie dwa razy z rzeu nominowany do nagrody Akademii. Konia z rzędem), jednak w swojej kategorii wypada słabo w porównaniu do reszty.
Inni potencjalni nominowani: Chyba jedynie brakuje mi Daniela Bruhla za Rush. Najmocniejszy punkt filmu, on nie gra Landy, on nim JEST. Każdy kto oglądał Golden Globes i widział prawdziwego Landę i porównał jego zachowanie do gry Daniela - wie o czym mówię.
Szkoda, że nie doceniono Casey'a Afflecka za Out of the Furnance i Ryana Goslinga za The Place Beyonde the Pines. Obaj są prawdziwi, bardzo zniszczeni w swoich filmach. Każdy z nich mógłby zastąpić choćby, przy całym szacunku, Coopera.
Rzucę też kontrowersją, jak to ja, bo czemu by nie być szalonym i nominować Jamesa Franco za... Spin Brakers (**)? Film jest... dziwny, nie rozumiem tego szału, ale na rany - Franco to tam jest kimś innym.
NAJLEPSZA DRUGOPLANOWA ROLA KOBIECA: Jannifer Lawrence, Lupita Nyong'o, Julia Roberts, Sally Hawkins, June Squibb.
Pojedynek: Lupita Nyong'o vs. Jannifer Lawrence.
Ach, JLaw. W zeszłym roku zażarty pojedynek, do ostatniej chwili, z boską Jessicą Chastain. W tym roku znowu bierze udział w najciekawszym, moim zdaniem, oscarowym pojedynku. Bo serce mówi Lupita, rozum - Jannifer. Lupita zagrała rolę lepszą, bardziej wymagającą. Oddała się swojej postaci, oddała się reżyserowi (częsta cecha u aktorów McQueena). Debiut marzenie, dziewczyna jest olśniewająca. Ale co z tego, skoro Lawrence wygrała wszystkie ważniejsze nagrody? Nie zrozumcie mnie źle - kocham Lawrence za autentyczność, talent i brak sodówy po jej sukcesach. Ale jeśli ma dostać Oscara tylko za to, że jest na ogromnym hypie, to ja się nie zgadzam. Ona broni się talentem, co pokazała w Silver Linings Playbook. Dlatego trzymam do końca kciuki za Lupitę, choć czuję, że to Jannifer zostanie koniec końców wielką wygraną. Ciekawy pojedynek, naprawdę ciekawy.
Nyong'o: 51%
Lawrence: 49%
Szanse pozostałych nominowanych: Mniej niż zero, jawny wyścig dwóch faworytek. Cieszy nominacja dla Squibb, bo jest najmocniejszym punktem Nebraski. Fantastyczna rola.
Inne potencjalne nominowane: Brak. Zgadzam się ze wszystkim, oprócz tego, jak wspominałem wyżej, że Roberts i Streep powinny być nominowane na odwrót.
NAJLEPSZY SCENARIUSZ ADAPTOWANY: Spike Jonze (Her), Eric Singer i David O. Russel (American Hustle), Woody Allen (Blue Jasmine), Bob Nelson (Nebraska), Craig Borten i Melisa Wallack (Dallas Buyers Club).
Pojedynek: Spike Jonze vs. Eric Singer i David O. Russel.
Drugi najciekawszy pojedynek wieczoru. Her to pochwała kreatywności, wyobraźni i inteligencji. Jonze już nie raz udowodnił, że na pisaniu się zna, jednak Her to jego perła w koronie. Wspaniale napisana, wyjątkowa historia. Zasługuje na Oscara, zwłaszcza po umocnieniu swojej pozycji na Golden Globes. Jednak para Singer - Russel depczą mu po piętach. Czemu? Bo zakładając, że najlepszym filmem będzie 12 Years a Slave, reżyserem Cuaron, a aktorską drugoplanową Lupita - American Hustle zostanie bez niczego. A wydaje mi się, że Akademia nie pozwoli odejść temu dziełu z pustymi rękoma. No i Russel zasługuje na rozpoznanie wśród członków Akademii. Ciekawy pojedynek, który mam nadzieje wygra jednak lepszy. Podziwiam Russela, jest moim idolem, American Hustle jest wybitnym filmem, Ale to Her jest lepszym scenariuszem - niespotykanym, świeżym, świetnie napisanym. Ciekawy pojedynek!
Jonze: 55%
Singer i Russel: 45%
NAJLEPSZY SCENARIUSZ ORYGINALNY: John Ridley (12 Years a Slave), Terence Winter (Wolf of the Wallstreet), Billy Rey (Captain Phillips), Steve Coogan i Jeff Pope (Phillomena), Julie Delpy, Richard Linklater i Ethan Hawke (Before Midnight).
Pojedynek: John Ridley vs. Terence Winter.
12 Years a Slave. Tyle w temacie. Winter napisał świetny, zabawny, smutny, słodko-goszki scenariusz, ale Akademia tego nigdy nie nagrodzi.
Ridley: 99%
Winter: 1%
Pozostałe kategorie to dla mnie zawsze zagadka, nie licząc animacji, jednak w tym roku nie zdążyłem zobaczyć ani jednej. I tak murowanym faworytem jest Frozen, tak jak U2 jest jedynym słusznym kandydatem w kategorii piosenki. Film niealnglojęzyczny to w tym konkretnym roku także enigma. Brak Blue is the Warmes Color, stawia na czele Jagten i La Grande Bellezza, jednak który wygra skoro nie ma faworyta? Włosi wydają się mocniejsi, stoją silnie nagrodami, jednak czy Akademia jest w stanie nagrodzić taki film?
Czemu pozostałe są zagadką? Bo to nagrody techniczne, a to zawsze sprawiało mi problem. Generalnie w ciemno mogę strzelać, że Gravity jest silnym faworytem w takich kategoriach jak: montaż, zdjęcia (głównie tu), muzyka, montaż dźwięku, efekty specjalne itp. Nie ujmuję znaczenia tym kategoriom, wręcz przeciwnie! Są to dla mnie o tyle ciekawe, co tajemnicze aspekty sztuki filmowej, na której temat ciężko się wypowiedzieć. Nieskromnie przyznam, że kategorie które omówiłem raczej nie są mi obce, zazwyczaj obstawiam dobrze (choć Akademia zawsze zaskoczy. Zawsze), to kategorie techniczne już są w moim wypadku typowy strzałem na ślepo. Może kiedyś, mam nadzieje, że taki dzień nadejdzie, uda mi się zgłębić te tajniki sztuki filmowej i dam rade i tu się popisać.
W między czasie przebieramy się w smoking i wieczorowe suknie, uzbrajamy się w litr kawy i dwa energetyki dla większej mocy, siadamy wygodnie w fotelach i czekamy. Czekamy na najważniejszą noc branży filmowej. Na noc, która dla każdego kinomaniaka jest najważniejszą w roku.
O godzinie 2:00 przenieśmy się wspólnie do Kodak Theater i trzymajmy kciuki za naszych faworytów. Śmiejmy się do łez z żartów genialnej Ellen DeGeneres i ucztujmy w dniu święta filmu. Jeszcze chwila, już za moment i usłyszymy: And the Oscar goes to...